wtorek, 17 czerwca 2014

Duma bez uprzedzenia

Simba Hills ma niewątpliwą zaletę – jest blisko Mombasy. Dlatego reklamuje się jako najkrótsze i najmniej kłopotliwe safari. „Na zwierzaki” jednak trzeba pojechać trochę dalej. Kiedy już nasyciłam się migracjami w Maasai Mara, słoniami w Tsavo i gerenukami w Samburu przyszedł czas na Simba Hills. Na „lwich wzgórzach” nie liczyłam na lwy, ale afrykańską „podróż w czasie”. Otóż w latach 60-tych kiedy nastała pierwsza moda na ekologię w Simba Hills powstał hotel na drzewach. Dosłownie. Drewniana konstrukcja zamocowana na wysokości koron drzew a w niej pokoje, łazienki, za oknami ptaki i małpy no i zupełnie inna perspektywa. W Simba Hills było cicho, tą niezwykłą, rozgrzaną słońcem, cykającą różnymi tonami ciszą buszu. Nieco przykurzoną czasem i gorącem. Sennie, leniwie, afrykańsko do bólu. Czasy świetności ekologicznego wynalazku dawno minęły w hotelu byliśmy więc… sami. Jak to na safari – po pierwsze bar po podróży i zimny Tusker, którego reklama „my beer, my country” jest jedną z najlepszych jakie znam, bo faktycznie Tusker to smak Kenii, a owo „my country” ma w sobie ożywczy ładunek dumy z własnej tożsamości. W barze brzęczała jakaś samotna mucha, upał wdzierał się przez okna rozświetlając patynę czasu. Dotknęła nawet uniformów barmana i kelnera. Czyste i odprasowane, spłowiałe kolory dodawały smaku temu miejscu. Zaczęliśmy od niezmiennego w Kenii rytuału – „cześć jak się masz, skąd jesteś?” – Cześć, świetnie, Z Polski – odpowiedziałam jak zwykle na zasadzie „hasło odzew” spodziewając się równie rutynowego ciągu dalszego w stylu „Holland?” „No Poland”, albo tłumaczenia gdzie ta Polska leży na mapie. Tymczasem usłyszałam „Z Polski, ja nie lubię Polski!”. Zamurowało mnie… To było kompletnie poza „etykietą” i standardem. – Jak to nie lubisz Polski, a dlaczego? – Bo to głupi kraj, tak nie zdarza się nawet u nas, żeby premierem i prezydentem byli bracia i to bliźniacy – padła odpowiedź. Refleksja czy w Polsce w prowincjonalnym barze znalazłabym kelnera, który znałby nazwisko prezydenta Kenii przyszła później, bo… najpierw krew zalała mi oczy. Jakim prawem ktokolwiek i gdziekolwiek mówi o MOIM kraju, że jest głupi?! I tak trochę mnie poniosło, bo najpierw nawrzeszczałam na delikwenta a dopiero później wyjaśniłam, że to wbrew pozorom jest efekt jak najbardziej demokratycznych procedur. Nie tłumaczyłam już, że ta strona politycznej sceny to nie moja bajka i ja akurat głosowałam inaczej, ale taka właśnie jest demokracja, że raz się przegrywa a raz wygrywa. Po co miałam tłumaczyć, nie o nazwiska i poglądy polityczne tu chodziło, ale o MÓJ kraj i jego demokratycznie i zgodnie z prawem powołane władze. Zajęło mi chyba ze dwa tuskery aż w końcu do jakiegoś kruchego porozumienia z kelnerem doszliśmy, że Polska głupim krajem nie jest i, że demokracja rządzi się swoimi prawami. Potem pogadaliśmy o historii Kenii i polskiej drodze do wolności i… rozstaliśmy się w zgodzie, że są wartości niezmienne i najważniejsze – poczucie własnej tożsamości, duma ze swojego kraju mimo świadomości tego, że każdy kraj jest na swój sposób ułomny, szacunek, tolerancja i dogadaliśmy się też co do tego, że przekłada się to na zwykłe codzienne zachowania. Dlatego, tylko dlatego i aż dlatego minister Sienkiewicz ani chwili dłużej nie powinien być ministrem. Nie za polityczne targi ani za to, że dał się podsłuchać. Za jedno zdanie o MOIM państwie, że to „ch… d… i kamieni kupa”. Gdyby w ten sposób nawet w prywatnej rozmowie korpo pracownik powiedział o swojej firmie, a jego przełożony się o tym dowiedział pogoniłby go na cztery wiatry. Pan premier pozostawiając go na stanowisku daje świadectwo, że z tą diagnozą się zgadza. Czy wobec tego 1 sierpnia kombatanci, którzy walczyli, a ich koledzy ginęli za Polskę usłyszą, że to „kamieni kupa”, czy tak tożsamość ma budować sobie licealistka z Gorzowa ta sama co od premiera kwiatów nie chciała i jej rówieśnicy? A może istnienie kupy kamieni warto przed następną wizytą uświadomić Barackowi Obamie, żeby miał materiał do przemówienia? Takie są konsekwencje tej jak to określił premier „troski o państwo”. "Troski" nie zauważyłam. Ocenę stanu państwa wyrażoną po 7 latach rządów Pana premiera owszem. Jeśli Pan premier się z nią zgadza to chyba nie umiałabym wytłumaczyć kenijskiemu kelnerowi czemu nadal jest premierem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz