Gdyby to, co działo się podczas pogrzebu gen. Wojciecha
Jaruzelskiego wydarzyło się na pierwszym lepszym prowincjonalnym cmentarzu
wikary wezwałby policję zawiadamiając o bezczeszczeniu grobów. Tak właśnie, bo
skupiona na wyciu, buczeniu i wydawaniu innych odgłosów hałastra pod nogi nie
zwykła patrzeć ,depcząc co popadło.
Paradoks polega na tym, że akurat w tym przypadku i w tym
miejscu takie działanie byłoby
kompletnie bez sensu. Spóźnionym i niedoszłym bohaterom chodziło o to, by
jeszcze w ostatniej chwili stać się „ofiarami” generała. Miała być martyrologia
a wyszedł obciach. I nic tu do rzeczy nie mają tłumaczenia prawicowych polityków
i dziennikarzy (bezpartyjnych
oczywiście) o „uzasadnionych emocjach”. To
było zwykłe chamstwo, a przy okazji … łamanie prawa. Zgodnie z kodeksem karnym
„kto złośliwie przeszkadza pogrzebowi, uroczystościom lub obrzędom żałobnym”
podlega karze więzienia do dwóch lat. Prokuratura wyjścia nie miała, bo
śledztwo w sprawie z tego paragrafu prowadzić musi z urzędu. I już pierwsze
zarzuty postawiła, bo… wyjścia nie miała. Nie chodzi tu ani o ocenę działań
generała ani słuszności protestu tylko o jego FORMĘ!!! Sposób wyrażania emocji
jest bowiem podstawą relacji społecznych. Ramy temu upustowi emocji wyznacza
zarówno prawo jak obyczaj. Ceną ich
nieprzestrzegania jest to, że sami prosimy się by paść ofiarą swobodnego
wyrażania emocji przez bliźniego. Dla formy wyrażania emocji (raz jeszcze
podkreślę nie wnikając w to czy słusznych czy nie) podczas pogrzebu gen.
Jaruzelskiego nie ma żadnego usprawiedliwienia. Tym bardziej, że można inaczej…
Choćby tak jak w Chile w 2012 roku podczas pogrzebu gen. Augusto Pinocheta. Przypomnę, że ów generał w ramach „zaprowadzania porządku” tworzył m.in. obozy koncentracyjne, śmiertelne ofiary jego reżimu to ponad 2 tys. osób do tego jeszcze z tysiąc zaginionych bez wieści. Ofiarami były także dzieci. Według ustaleń Narodowej Komisji ds. Więźniów Politycznych i Stosowania Tortur były bite, gwałcone, torturowane. Pinochetowi kiedy przebywał w szpitalu hołd pojechali oddać Marek Jurek (obecnie europoseł), Michał Kamiński (niedoszły i były euro poseł) i Tomasz Wołek (dziennikarz sportowy obecnie spec od polityki). Pinochet był wszak postacią kontrowersyjną. Jego reżim zabijał, ale uczciwie przyznać trzeba, że chilijską gospodarkę wyciągnął z dołka. Pinochet też oddał władzę poniekąd po dobroci – na drodze powszechnego plebiscytu, w którym wyborcy wybrali opozycję. W 1988 r. czyli rok przed czerwcowymi wyborami w Polsce. Pinochet przez kolejną dekadę pozostał głównodowodzącym chilijskich sił zbrojnych i… zgodnie z konstytucją jako rządzący dłużej niż 6 lat prezydent otrzymał dożywotni mandat senatora. Immunitet skutecznie uniemożliwił ściganie go za popełnione zbrodnie. Pogrzeb Augusto Pinocheta miał wojskową oprawę należną głównodowodzącemu sił zbrojnych. Tłum owszem wygwizdał przybyłą na pogrzeb minister obrony tyle, że na ulicy przed bramą Akademii Wojskowej gdzie odbywały się uroczystości. W środku już było godnie… Natomiast rodziny ofiar reżimu, które od z górą ćwierć wieku szukają śladów po zaginionych bliskich zgromadziły się pod pomnikiem Salvadora Alende – obalonego przez Pinocheta prezydenta, pod hasłem: „naród chilijski jest tutaj, w chwili, gdy dyktator nie żyje". Czy ten protest był mniej wyrazisty niż wrzaski podczas przejścia przez cmentarz konduktu żałobnego??? Emocje Chilijczyków czyżby były mniejsze niż Polaków. Nie. Zrozumiałam to kiedy kiedyś po zdjęciach włóczyłam się po Santiago. Do małego antykwariatu na uboczu weszłam trochę z ciekawości a trochę z nudów. Od historii papierośnicy – całkiem nowej bo mającej ledwie pół wieku przeszliśmy do historii Chile a w końcu rodzinnej historii Jose. Gdyby nie nieco inne okoliczności przyrody czułabym się jak w Warszawie podczas rozmów o ofiarach represji stalinowskich. Parę lat później, kiedy kurs peso spadł na łeb na szyję w rozmowie z Miguelem, dawnym dziennikarzem wyczułam nutkę tęsknoty za stabilnością ekonomiczną w czasach reżimu, natychmiast uzupełnioną opowieściami o okrucieństwie tamtych czasów. Za mało czasu minęło, by nabrać dystansu. Natomiast Chilijczycy, ci którzy cierpią nadal z powodu generała znaleźli godną drogę by wyrazić swoje emocje. Polakom to się nie udało. I to o chichocie historii niemal w przeddzień rocznicy wyborów, które zmieniły dzieje Polski.
Choćby tak jak w Chile w 2012 roku podczas pogrzebu gen. Augusto Pinocheta. Przypomnę, że ów generał w ramach „zaprowadzania porządku” tworzył m.in. obozy koncentracyjne, śmiertelne ofiary jego reżimu to ponad 2 tys. osób do tego jeszcze z tysiąc zaginionych bez wieści. Ofiarami były także dzieci. Według ustaleń Narodowej Komisji ds. Więźniów Politycznych i Stosowania Tortur były bite, gwałcone, torturowane. Pinochetowi kiedy przebywał w szpitalu hołd pojechali oddać Marek Jurek (obecnie europoseł), Michał Kamiński (niedoszły i były euro poseł) i Tomasz Wołek (dziennikarz sportowy obecnie spec od polityki). Pinochet był wszak postacią kontrowersyjną. Jego reżim zabijał, ale uczciwie przyznać trzeba, że chilijską gospodarkę wyciągnął z dołka. Pinochet też oddał władzę poniekąd po dobroci – na drodze powszechnego plebiscytu, w którym wyborcy wybrali opozycję. W 1988 r. czyli rok przed czerwcowymi wyborami w Polsce. Pinochet przez kolejną dekadę pozostał głównodowodzącym chilijskich sił zbrojnych i… zgodnie z konstytucją jako rządzący dłużej niż 6 lat prezydent otrzymał dożywotni mandat senatora. Immunitet skutecznie uniemożliwił ściganie go za popełnione zbrodnie. Pogrzeb Augusto Pinocheta miał wojskową oprawę należną głównodowodzącemu sił zbrojnych. Tłum owszem wygwizdał przybyłą na pogrzeb minister obrony tyle, że na ulicy przed bramą Akademii Wojskowej gdzie odbywały się uroczystości. W środku już było godnie… Natomiast rodziny ofiar reżimu, które od z górą ćwierć wieku szukają śladów po zaginionych bliskich zgromadziły się pod pomnikiem Salvadora Alende – obalonego przez Pinocheta prezydenta, pod hasłem: „naród chilijski jest tutaj, w chwili, gdy dyktator nie żyje". Czy ten protest był mniej wyrazisty niż wrzaski podczas przejścia przez cmentarz konduktu żałobnego??? Emocje Chilijczyków czyżby były mniejsze niż Polaków. Nie. Zrozumiałam to kiedy kiedyś po zdjęciach włóczyłam się po Santiago. Do małego antykwariatu na uboczu weszłam trochę z ciekawości a trochę z nudów. Od historii papierośnicy – całkiem nowej bo mającej ledwie pół wieku przeszliśmy do historii Chile a w końcu rodzinnej historii Jose. Gdyby nie nieco inne okoliczności przyrody czułabym się jak w Warszawie podczas rozmów o ofiarach represji stalinowskich. Parę lat później, kiedy kurs peso spadł na łeb na szyję w rozmowie z Miguelem, dawnym dziennikarzem wyczułam nutkę tęsknoty za stabilnością ekonomiczną w czasach reżimu, natychmiast uzupełnioną opowieściami o okrucieństwie tamtych czasów. Za mało czasu minęło, by nabrać dystansu. Natomiast Chilijczycy, ci którzy cierpią nadal z powodu generała znaleźli godną drogę by wyrazić swoje emocje. Polakom to się nie udało. I to o chichocie historii niemal w przeddzień rocznicy wyborów, które zmieniły dzieje Polski.
Ten blog nie tak miał się zaczynać. A jednak… bo akceptacja
dla każdego przejawu chamstwa
legitymizuje odbieranie ludziom życiowej przestrzeni tej dosłownej i tej
światopoglądowej. Podziały istnieją i będą istniały, sztuką jest jednak to by
różnić się pięknie, minimum by różnić się godnie. A może jak Hiszpanie - w miarę racjonalnie, bo choć od lat trwa dyskusja o przeniesieniu prochów generała Franco z mauzoleum w Dolinie Poległych, to studzi ją kryzys ekonomiczny i swoisty konsensus wobec argumentu, że są ważniejsze wydatki niż pudrowanie historii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz