Po raz pierwszy opisano ją na początku XX wieku. Była rodzajem melancholii, tęsknoty, dotykającej urzędników i oficerów brytyjskich wracających z kolonii do Europy. Chcąc ją ukoić sprowadzili "curry", otaczali się kolonialnymi gadżetami, a domy jeśli budowali, to z "koronkowymi" orientalnymi akcentami. Byli nieznośnie niezależni bo europejski porządek traktowali według własnego porządku: słońca i wolności, za którą przecież ciężko zapłacili...
sobota, 17 października 2015
Polityczna kalkulacja
Jest rok 2004 prokuratura rejonowa Katowice-Centrum-Zachód dostaje sygnały, że Barbara Kmiecik – jedna z najbogatszych i najbardziej wpływowych postaci na Śląsku, nie bez powodu zwana „śląską Alexis”, wyłudza pieniądze od firm zajmujących się likwidowaniem szkód górniczych. Ich działania były dotowane przez rząd. „Alexis” za godziwą gratyfikacją miała te dotacje „załatwiać”. Sprawa trafiła do prokuratora Jacka Krawczyka. Sprawdził „rewelacje” także te, że w załatwianiu dotacji pomagać miała Barbara Blida i Jacek Piechota, bo na nich powoływała się Barbara Kmiecik, odwiedzając firmy likwidujące szkody górnicze. Sprawdził dokładnie. Okazało się, że wprawdzie Alexis pożyczyła Blidzie 100 tys. zł. na wybudowanie basenu w willi w Szczyrku, ale wszystko odbyło się lege artis i nie ma śladu, by miało jakiś związek z wyłudzeniami. Nawet Urząd Skarbowy, do którego zwrócił się prokurator zastrzeżeń do umowy między paniami nie miał. Panie zaś znały się kilkadziesiąt lat, przyjaźniły co dla nikogo tajemnicą nie było. Na owym etapie śledztwa wydawało się, że przyjaźń datująca się z czasów kiedy Blida żadnej publicznej funkcji nie pełniła, a Kmiecik nawet nie marzyła o interesach karalna nie jest. Tym bardziej, że z ustaleń śledztwa wynikało, że Alexis z żadnej protekcji korzystać nie musiała. Udało jej się zdobyć listę firm, które rządowe dotacje miały przyznane, tyle, że jeszcze nie wiedziały, iż decyzja już zapadła. Szła do nich i obiecywała, że „sprawę załatwi” za godziwą gratyfikację oczywiście. Jej koneksje były powszechnie znane, więc nikogo nie dziwiło, że była skuteczna… Nikomu też do głowy nie przyszło, że dotacje już są przyznane. Pani Kmiecik trafiła do aresztu w lutym 2005 roku.
Prokurator Krawczyk znów miał pełne ręce roboty. Po aresztowaniu Alexis do prokuratury zgłosił się Ryszard Zając, były poseł SLD, dziennikarz i przy okazji… współpracownik Alexis. Jego rewelacje o kontaktach byłej szefowej z politykami i łapówkach jakie im wręczała wymagały dalszych wyjaśnień. Lista nazwisk była długa i różnorodna – od Barbary Blidy po Zbigniewa Wassermana. Prokurator wyjaśniał, a moda na polityczne afery sięgała zenitu. W kampanii wyborczej, która właśnie trwała, PiS występował pod sztandarami walki z korupcją i układem. Główną rolę grał Zbigniew Ziobro – nieustraszony pogromca Lwa Rywina i lewicowych polityków przed sejmową komisją śledczą. Mijały miesiące a Barbara Kmiecik siedziała w areszcie. Mimo licznych koneksji nikt nie interweniował w jej sprawie. O co z resztą jak później sama przyznała miała ogromne pretensje. Nawet jej przyjaciółka – Barbara Blida zerwała z nią wszelkie kontakty. Rozgoryczona Kmiecik napisała list do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego ze skargą na przedłużające się aresztowanie. A to już dla prokuratora prowadzącego śledztwo sprawa poważna, tym bardziej, że i tak trzeba było podjąć decyzję dotyczącą tego śledztwa. Nieubłaganie zbliżał się termin, w którym trzeba było wystąpić do sądu o jego przedłużenie, albo pisać akt oskarżenia. A prokurator Krawczyk na zamknięcie śledztwa aktem oskarżenia gotowy jeszcze nie był. Do bezpośredniego przełożonego prokuratora Krzysztofa Sieraka miał więc dwie sprawy - jak odpowiedzieć na list Kmiecik do Kwaśniewskiego i gotowe już pismo do sądu z wnioskiem o przedłużenie śledztwa o kolejne pół roku.
(śródtytuł) Narodziny układu
Sprawa była delikatna także dlatego, że już wiadomo było iż Zbigniew Ziobro zostanie ministrem sprawiedliwości, zaś w jego ekipie znajduje się pochodzący z Katowic prokurator Bogdan Święczkowski. Faktycznie później został szefem ABW. Awansowali też inni katowiccy prokuratorzy – Grzegorz Ocieczek, Tomasz Janeczek i sam Krzysztof Sierak. W listopadzie 2005 prokuratorzy z prokuratury rejonowej omawiający sprawę Barbary Kmiecik mogli jedynie kalkulować co się stanie. Jaka była to kalkulacja? Prokurator Krzysztof Sierak długo przekonywał sejmową komisję badającą okoliczności śmierci Barbary Blidy, że nie miał pojęcia iż w sprawie Barbary Kmiecik przewijają się politycy, bo w ogóle nie zaglądał do akt… Dopiero kiedy okazało się, że na tych aktach widnieje jego odręczna adnotacja ze szczegółowymi poleceniami dla prokuratora Krawczyka „uświadomił sobie” iż o tym, że zapoznał się z aktami śledztwa ale o tym po prostu zapomniał. Pamiętał natomiast prokurator Krawczyk, który nie miał wątpliwości, że to właśnie Sierak polecił mu zająć się dokładnie wątkiem dotyczącym Barbary Blidy. Powstało oficjalne postanowienie o wszczęciu śledztwa. Tyle, że choć Krawczyk prowadził sprawę nie on je podpisał. Zrobił to inny prokurator prokuratury rejonowej – Jarosław Wilczyński. Kiedy Krawczyk zobaczył dokument przed sejmową komisją śledczą nie krył zdumienia. To nie był jego podpis. Prokuratura, która zajęła się podejrzeniem iż dokument został sfałszowany nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. Ujawniła natomiast, że zwykłą praktyką było podpisywanie dokumentów „w zastępstwie”. Szkopuł w tym, że zajmujący się sprawą Krawczyk mógł to zrobić sam. Nie zrobił. Nim zamknął śledztwo w sprawie Barbary Kmiecik wątek dotyczący korumpowania polityków rozpatrywany był przez niemal trzy miesiące. Nijak nie udało mu się znaleźć sposobu jak niejasne pomówienia przekuć w dowody, które można by było przedstawić przed sądem. Kiedy w styczniu 2006 roku Krawczyk zamknął sprawę i skierował przeciwko Alexis i tylko Alexis akt oskarżenia do sądu rozpętało się piekło. Krawczyk długo tłumaczył przełożonym – Krzysztofowi Sierakowi i Krzysztofowi Błachowi dlaczego podjął taką decyzję. I ich nie przekonał. Sprawa trafiła szczebelek wyżej – do prokuratury okręgowej, do której awansował też Krzysztof Sierak.
(śródtytuł) Deal z Alexis
Tajne śledztwo powierzono prokuratorowi Emilowi Melce. Zaczęło się jakże pięknie – w kręgu zainteresowania śledczych znaleźli się Marek Borowski, Krzysztof Janik, Wacław Martyniuk i oczywiście Barbara Blida czyli czołowi politycy SLD. Ryszard Zając ponownie przesłuchiwany w charakterze świadka tym razem Zbigniewem Wassermanem już się nie zajmował. Wprawdzie nie widział żeby Alexis Blidzie dawała jakieś pieniądze, ale barwnie opowiadał jak to dawna szefowa skarżyła się na „pazerność” swojej przyjaciółki. Szkopuł w tym, że Barbara Kmiecik tych rewelacji nie potwierdziła, choć w areszcie siedziała ponad rok. W maju 2006 roku zajęli się nią agenci ABW. I pojawia się światełko w tunelu – wyjdzie na wolność pod warunkiem, że… obciąży Barbarę Blidę. 15 miesięcy spędzonych za kratami zrobiło swoje. Alexis się zgodziła, ale prokurator Melka nie. A to kłopot… nie ma wniosku, Alexis zostaje w areszcie,, nie ma dealu… No ale rzecz dzieje się w Katowicach. – Nie po to ma się swojego prezesa (sądu), żeby takich rzeczy nie można było załatwić – meldował później premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu szef ABW Bogdan Święczkowski. Owym „swoim” prezesem, była Małgorzata Ślwińska, prywatnie żona szefa katowickiej delegatury ABW, tej samej, której oficerowie zawarli deal z Barbarą Kmiecik i który był podwładnym Bogdana Święczkowskiego. W tej sytuacji sąd sam z siebie, bez wniosku prokuratury uchylił areszt wobec Alexis. Jej opowieści nie przekonały jednak prokuratora Melki. Próbuje weryfikować informacje o 80 tys. Zł, które Barbara Kmiecik miała zapłacić za umorzenie długu własnej firmy w Rudzkiej Spółce Węglowej, ale… ów dług umorzony nie został. Za co więc miałaby być ta łapówka? Przełożeni z efektów pracy prokuratora Melki nie są zadowoleni. Jesienią 2006 roku pod pretekstem prowadzenia sprawy katastrofy budowlanej w hali Międzynarodowych Targów Katowickich zostaje odsunięty od śledztwa.
(śródtytuł) Zespół wespół
Sprawę przejmuje prokurator Tomasz Balas. Jednak nie sam. Choć inne, znacznie większe sprawy prowadzą po prostu prokuratorzy do jego śledztwa zostaje przydzielonych trzech asesorów. Każdy otrzymuje swój wątek, który ma zbadać dogłębnie. Wiodące są dwa: „nieprawidłowości w funkcjonowaniu szeroko pojętej lewicy” i „finansowanie Barbary Blidy przez Barbarę Kmiecik”. Małgorzata Karczmarczyk-Suchan, która zajmuje się bezpośrednio sprawą Barbary Blidy jest coraz bardziej skonsternowana. Alexis co i rusz zmienia zeznania, z jej opowieści zarzutów przeciwko byłej posłance logicznie nie da się sformułować. W tym czasie sprawą Barbary Blidy zajmuje się aż 8 agentów ABW. Inwigilacja, podsłuchy, spotkania ze znajomymi byłej posłanki i rozpuszczanie informacji, że są przeciwko niej mocne dowody i już wkrótce trafi za kraty. O sprawie zaczynają pisać gazety. Ówczesna wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa powie później w Sejmie: „Presji nie wytrzymują przestępcy” – co można zrozumieć jako potwierdzenie, że były to zaplanowane działania, by złamać Barbarę Blidę, zastraszyć, zaszczuć. Ową presję czuli także prokuratorzy. „Samo zainteresowanie ze strony przełożonych, ilość spotkań rozmów było rzeczą niespotykaną w innych sprawach, może z wyjątkiem Orlenu. Odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować – zeznawał przed sejmową komisją śledczą prokurator Tomasz Balas. Ujawnił, że zwierzchnicy narzucili grupie prokuratorów termin zatrzymania Barbary Blidy. Kiedy zarówno Balas jak Karczmarczyk – Suchan stwierdzili, że nie ma podstaw do zatrzymania Barbary Blidy. Tym bardziej, że Barbara Kmiecik wycofywała się z oskarżeń. Szef prokuratury apelacyjnej Tomasz Janeczek zbeształ swoich podwładnych że „nie dorośli do tego by być prokuratorami”. Rzeczywiście nie pojęli bowiem, że nikt nie pyta ich czy zatrzymać Blidę. Ta decyzja już zapadła – w Warszawie.
(śródtytuł) Ojciec chrzestny
- Na szczytach władzy istniała zorganizowana grupa przestępcza. Te nasiadówy miały nieformalny charakter i żywo przypominały mi gangsterskie spotkania w „Ojcu chrzestnym” – mówił pełnomocnik rodziny Blidów mecenas Leszek Piotrowski. Relację z ich przebiegu znamy z pierwszej ręki – od Janusza Kaczmarka, byłego szefa MSWiA, który w tych konwentyklach uczestniczył. Wraz z nim szefowie ABW, CBA, komendant główny policji, prokurator krajowy i oczywiście minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W łódzkiej prokuraturze badającej sprawę śmierci Barbary Blidy Kaczmarek szczegółowo opisał takie spotkanie, które odbyło się kilkanaście dni przed zatrzymaniem Barbary Blidy. Spotkanie odbywało się późnym wieczorem. Spośród PiS-owskich speców od bezpieczeństwa nie było jedynie Zbigniewa Wassermana – ówczesnego koordynatora ds. służb specjalnych. Minister Ziobro uważał bowiem, że Wasserman „ma długi język”. Tajemnicą poliszynela był konflikt obu panów. Plan był prosty – Barbara Blida miała stać „się twarzą” „mafii węglowej”. A kiedy „trochę posiedzi i zmięknie” miała dać wyjście na Leszka Millera i innych polityków lewicy. „Pokazanie tego układu wystarczy za wszystkie inne” – według Kaczmarka miał powiedzieć na tym spotkaniu Jarosław Kaczyński. Przestrzegł jedynie Zbigniewa Ziobrę, by dowody były mocne bo inaczej zrobi się z tego sprawa polityczna. I zdecydował, by Blidy nie pokazywać w kajdankach… Argumenty Kaczmarka, że materiał dowodowy jest zbyt słaby nie znalazły uznania. Klamka zapadła. Maszyna poszła w ruch, agenci i prokuratorzy dowiedzieli się o ustalonym wcześniej terminie zatrzymania. Był ważny, bo prawdopodobnie dla potrzeb medialnych połączono dwie sprawy dotyczące nieprawidłowości w górnictwie, tak by zatrzymań było więcej a „mafia” robiła wrażenie. Specjalna ekipa „filmowa” ABW jechała z Warszawy, by przygotować materiał do mediów o aresztowaniu byłej posłanki. Prawdopodobnie miał być ilustracją dla konferencji prasowej Zbigniewa Ziobry, która miała się odbyć w związku z rozbiciem mafii węglowej. Medialna oprawa była perfekcyjnie przygotowana. Żoną Zbigniewa Ziobro jest nadzorująca w owym czasie informacje w telewizji publicznej Patrycja Kotecka…
(śródtytuł) Prokuratura od cudów
Tymczasem wszystko poszło nie tak. Barbary Blidy nie wyprowadzono wprost przed czekającą kamerę. Padł feralny strzał. Posłanka zginęła. Okoliczności jej śmierci bada łódzka prokuratura. Wyjaśnia dlaczego policyjna ekipa została dopuszczona na miejsce zdarzenia dopiero po kilku godzinach. Jakim cudem na broni z której padł strzał nie zachowały się żadne odciski palców, choć wiadomo, że pistolet trzymała w ręku i Barbara Blida i jej mąż. Cudów do wyjaśnienia jest więcej, bo oto proch na kurtce funkcjonariuszki, która jak twierdzi w chwili strzału była zaledwie kilka kroków od byłej posłanki i proch na ciele zmarłej to dwie różne substancje. Niemożliwe by pochodziły z jednego i tego samego wystrzału. Jest też kwestia dziwnego toru pocisku i tego, że funkcjonariuszka nie słyszała strzału… Hipotez wiele – na ich wyjaśnienie trzeba wszak poczekać. Znamy już natomiast ustalenia sejmowej komisji śledczej, która badała okoliczności śmierci posłanki pod kątem prawidłowości działania organów państwa. Jednym z jej wniosków było skierowanie sprawy Zbigniewa Ziobry i Jarosława Kaczyńskiego do komisji odpowiedzialności konstytucyjnej. Osobną długą listę stanowią nieprawidłowości w działaniach prokuratury i ABW. Ta sprawa stała się trampoliną dla prokuratorów „posłusznych” takich jak Krzysztof Sierak i końcem kariery tych niepokornych jak Jacek Krawczyk, którzy nie chcieli stawiać Barbarze Blidzie zarzutów.
Symboliczny finał sprawa Barbary Blidy znalazła 7 listopada 2012 roku. Wówczas katowicka prokuratura wycofała zarzuty i umorzyła śledztwo przeciwko Zbigniewowi Rudzkiemu, byłemu prezesowi Rudzkiej Spółki Węglowej, któremu Barbara Kmiecik rzekomo za pośrednictwem Barbary Blidy miała wręczyć 80 tys. zł. łapówki. Ta decyzja oczyszcza Barbarę Blidę z wszelkich podejrzeń. Pięć i pół roku za późno…
Anna Kwiatkowska
Subskrybuj:
Posty (Atom)