Po raz pierwszy opisano ją na początku XX wieku. Była rodzajem melancholii, tęsknoty, dotykającej urzędników i oficerów brytyjskich wracających z kolonii do Europy. Chcąc ją ukoić sprowadzili "curry", otaczali się kolonialnymi gadżetami, a domy jeśli budowali, to z "koronkowymi" orientalnymi akcentami. Byli nieznośnie niezależni bo europejski porządek traktowali według własnego porządku: słońca i wolności, za którą przecież ciężko zapłacili...
piątek, 13 czerwca 2014
Dwa światy
Był rok bodaj 2003. Jeszcze przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Po Katalonii podróżowaliśmy śladami Salvadora Dali. Gloria jak jego dzieła, też wydawała się surrealistyczna. W straszliwie zdartych „po pilocku” butach. W zazwyczaj czarnych zwiewnych ciuchach. Gloria, kiedyś hipiska, teraz „stateczna” pani przewodnik o ogromnej wiedzy i z lekka nonszalanckim podejściem do świata. Dotarłyśmy do Tossa de Mar, uroczego średniowiecznego miasteczka nad brzegiem morza. Zamek, sklepiki z pamiątkami, w końcu przyszedł czas na panoramy z plaży. Siedziałyśmy więc na murku i gadałyśmy. Akurat zaczęła się wojna w Iraku, pytałam o to czego nie zrozumiałam z newsów o poranku. Zdjęcia operatorów stawiających na podłodze kamery i dziennikarzy, którzy niczego nie relacjonowali. Protestowali przeciwko udziałowi Hiszpanii w tej wojnie, która przyniosła już pierwsze ofiary – zginął operator jednej z hiszpańskich telewizji. Protest dziennikarzy, operatorów, dźwiękowców, był cichy i dotkliwy - postanowili nie relacjonować konferencji prasowej premiera. Po prostu postawili na ziemi kamery i tylko ten moment sfilmowali. Odebrali premierowi głos. Na krótko, na jedną konferencję, ale dla mnie był to wstrząsający symboliczny gest. W Polsce byłoby to niemożliwe, żeby tak dogadały się wszystkie środowiska dziennikarskie. Ktoś by się wyłamał, i tak przecież by zrobił newsa jako jedyny…. Gloria indagowana jak to możliwe zaczęła opowiadać o… wyobcowaniu. O dwóch światach polityki i zwykłych ludzi, o tym, że nie ufa już żadnej ze stron. Nie, nie pogubiła się po prostu żyje w innym świecie, a w tym polityczno-oficjalnym nie chce uczestniczyć. – Tak samo czują ci dziennikarze – tłumaczyła – Bo ci którzy nami rządzą nas nie rozumieją, a my ich nie rozumiemy. To tak jak dwa różne plemiona. – dodała. Pomyślałam, że to banalne, bo każda władza jest wyobcowana. Przypomniałam sobie jak pewnego dnia na początku lat 90-tych wyszłam z Sejmu. Było popołudnie. Pachniały spaliny i jakieś krzewy. Poczułam ciepło słońca. Wokół mnie przechodzili ludzie. Jakaś mama z wózkiem, ktoś z teczką inny z siatką. Ludzie, tłok na placu Trzech Krzyży. Każdy miał swoje sprawy, kłopoty i radości. Wtedy pierwszy raz poczułam tę nierealność – chłodu sejmowych sal, w których nie ma tłoku i codzienności, bo ona toczy się gdzie indziej. To był szok termiczno – doznaniowy. Wierzyłam, że słowami można poprawić świat i… nadal wierzę. Ale wtedy, w tych Glorii „wyjaśnieniach” poczułam ten sam smutek – dwóch światów i bezradność. Pogadałyśmy chwilę o Unii Europejskiej o polskich aspiracjach i nadziejach, o hiszpańskich rozczarowaniach. Minęło 11 lat. Smutek, bezradność i złość mają wymiar statystycznego słupka - niemal trzech czwartych Polaków, którzy nie wzięli udziału w eurowyborach. Starsi w milczącym proteście - jak odstawienie kamer na ziemię, młodsi głośno – głosując na ugrupowanie kabaretowo wyraziście negujące polityczne elity i ich system wartości. Była chwila lamentu, ale minęło zaledwie kilka tygodni a i igrzyska znów się zaczęły….
Tylko jedno jest zdumiewające w sprawie immunitetu posła Mariusza Kamińskiego. Dokumenty przysłane przez prokuratora generalnego, które w istocie były podstawą debaty Sejmu w sprawie uchylenia tegoż immunitetu przeczytało… 9 posłów. Dla ułatwienia w komisji regulaminowej i spraw poselskich zasiada posłów 17. Właśnie ta komisja rozpatruje merytorycznie wniosek i rekomenduje lub nie Sejmowi jego przyjęcie. To właśnie zasiadający w niej posłowie powinni swoim klubom przedstawiać rekomendacje i …. być ekspertami w danej sprawie. Krótko mówiąc powinni być odpowiedzialni. Założenie, że wszyscy posłowie przed każdą debatą przeczytają wszystkie projekty i dokumenty jest nierealne. Ktoś kto zna się na rolnictwie nie musi znać się na kulturze albo kodeksie karnym. „Przemiał” parlamentarny jest taki, że nikt przy zdrowych zmysłach wszystkiego nie przeczyta – ale od każdego zagadnienia powinni być posłowie-eksperci zasiadający w komisjach. Posłowie MERYTORYCZNI.
Ta sprawa była nietypowa. Wszystkie dokumenty włącznie z samym wnioskiem prokuratora generalnego i jego uzasadnieniem były tajne. Rzecz dotyczyła bowiem działania tajnych służb i kuchni pracy operacyjnej. Dlatego posłowie nie dostali dokumentów do skrzynek, tylko musieli podreptać do tajnej kancelarii. Odfajkować się na liście i… tak został ślad kto przeczytał a kto nie. Takie niespodziewane „sprawdzam” jak w pokerze. Poza Marszałek Sejmu i samym zainteresowanym przeczytało dokumenty 8 posłów. Z tego 6 przyszło na obrady i głosowanie. Dokumentów nie był uprzejmy przeczytać nawet poseł sprawozdawca – Tomasz Sajak z Twojego Ruchu, choć to on miał wtajemniczyć posłów na tajnym już posiedzeniu w zawiłości tej sprawy. Wniosek miał 400 stron. Spora książka. Stefan Niesiołowski twierdzi, że czytanie ze zrozumieniem zajęło mu 2 godziny. Poza nim przeczytało wniosek 4 posłów PO: Jerzy Budnik, Tomasz Głogowski, Bożena Sławiak i Grzegorz Raniewicz, jeden Twojego Ruchu - Maciej Mroczek i dwaj posłowie PiS Andrzej Duda - jako pełnomocnik prawny Mariusza Kamińskiego i Kazimierz Michał Ujazdowski. Nazwiska podaję celowo, bo o ludziach odpowiedzialnych za to co robią warto pamiętać. Jednak warto też pamiętać o pozostałych 450 posłach, którzy wniosku nie przeczytali i klubach SLD i PSL (mają swoich reprezentantów w komisji regulaminowej), oraz Solidarnej Polsce (obecnie koło a nie Klub), których reprezentantów wśród czytających dokumenty nie było. Stawiam dolary przeciwko kasztanom, że obecni „nieczytaci posłowie” znajdą się na wysokich miejscach na listach wyborczych i arytmetyka ordynacji zdecyduje, że ponownie mandat otrzymają.
Pal diabli werdykt Sejmu w sprawie immunitetu Mariusza Kamińskiego, choć zdrowiej by było gdyby poseł i były szef CBA mógł przed sądem, a nie kolegami także chronionymi immunitetem, obronić się własną niewinnością. Tak byłoby honorowo. Pal diabli system prawny i prokuraturę, która przez kolejne ekipy jak za komusznych czasów traktowana jest per noga. Rozbroił mnie poseł Waszczykowski – ex wiceminister spraw zagranicznych, który z racji pełnionego stanowiska miał przecież do czynienia z tajemnicami rangi znacznie większej, w sensie stabilności państwa, niż domy/buty Jolanty Kwaśniewskiej w rozmiarach europejskich czy też amerykańskich. Otóż Pan poseł-dyplomata publicznie w telewizyjnym studio tłumaczył, że „nie przeczytał, ale został zbriefowany” przez kolegów którzy przeczytali. Dwóch – na 146 posłów PiS! To był raczej dłuuuuuugi briefing z kwestią przepisów dotyczących tajemnicy służbowej i państwowej w tle. Ten kto z tajemnicą się zapoznał nie ma prawa jej objaśniać nawet tym, którzy teoretycznie także dostęp do niej mieć powinni. To taki myk, że każdy sam sobie musi przeczytać i na liście odfajkować. Włos się jeży na głowie jeśli breefingowe traktowanie tajemnic było a może nadal jest rutyną MSZ.
Nie na plaży w Tossa ale pod lipami, które w Warszawie za wcześnie zakwitły czuję tę samą bezradność i wyobcowanie. To po prostu lipa. Za parę miesięcy wszyscy zapomną i będą odwoływać się do sumień i umysłów elektoratu by był odpowiedzialny i podszedł głosować. A ja wtedy… nie przeczytam. A chętnym do zbreefowania powiem „sprawdzam”.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz